Z tęsknotą wspominam dawne czasy, w których odliczałam czas do Świąt Bożego Narodzenia. Pamiętam jak wychodząc ze sklepu ekspedientka życzyła wesołych świąt. Pamiętam jak wszyscy byli jacyś tacy bardziej uśmiechnięci, nie tak nerwowi, życzliwsi… I te pełne emocji rozmowy w pracy: kto do kogo jedzie, z kim się zobaczy i gdzie może dostać ten prezent, bo syn, bo chrześniak, a i siostra marzenie takie ma…

A dziś?

Czy wiesz na czym polegają przygotowania do Świąt?

Dziś Święta już nie rozgrzewają naszych zabieganych serc, jak jeszcze kilka lat temu. Nie cieszymy się na spotkanie z całą rodziną. Dziś widzę kpinę i drwinę. zamiast radości – frustracja, bo „trzeba jechać i odbębnić ten maraton”, i ten okropny tekst przewijający się w Internecie: „a czy ty już umyłaś okna dla Jezuska?”

Kiedy byłam dzieckiem, faktycznie, nie rozumiałam w czym rzecz. Nie rozumiałam tego sprzątania, ganiania po domu z odkurzaczem i miską z wodą. I nie pomagały mi słowa mamy, która próbowała wytłumaczyć mi, że Pan Jezus się rodzi. I mimo tych wszystkich kolęd, tej radosnej otoczki, nie rozumiałam co ma szczęśliwa nowina do porządku w naszym mieszkaniu.

A dziś?
Dziś już wiem.

Niektórzy mówią, że Święta to dzień jak co dzień. Mówią, że to głupie święto, że komercja, bo ilu tak naprawdę wierzy, a ilu ma choinkę i kupuje prezenty? Inni jeszcze mocniej zmarszczą czoło, naburmuszą się i powiedzą, przewracając oczami, o jakiejś tradycji zza granicy.

A ja lubię ten okres przedświąteczny.
Lubię ten wzmożony okres myślenia o najbliższych. Zastanawiania się komu czego brakuje, co kogo by uszczęśliwiło.
Na co dzień nie myślę o takich rzeczach. Na co dzień myślę o potrzebach bieżących, tych najważniejszych, pomagających w codzienności. W Święta – myślę o przyjemnościach. Myślę o tym, że chociaż ten jeden raz w roku, mogłoby nie być braków, głębokich pragnień, przygnębienia z niemocy. W Święta myślę o ludziach bardziej – myślę jacy są, jak się zachowują, na co zasługują, jak siebie traktują. I kiedy widzę kobietę, która serce innym na dłoni oddaje, kiedy widzę jak ta kobieta wiele robi dla innych a dla siebie nic… – zastanawiam się co mogłabym zrobić aby poczuła się wyjątkowo. Aby poczuła, że zasługuje na równie wiele…

Lubię ten okres przedświąteczny.
Ten chłód, który wpada do domu przez wszystkie okna.
Niektórzy drwią sobie, że to jest „mycie okien dla Jezuska”. Ale to nie dla Niego jest to robione. Nie dla Jezuska moja Mama myła okna przed każdymi Świętami. Robiła to dla nas.
Robiła to dla nas, bo chciała byśmy chociaż w ten jeden dzień wszyscy poczuli się wyjątkowo, poczuli Święta…

 


Zdążysz przed Świętami?

Kupując u nas prezenty wspierasz dzikie zwierzęta ♥

 

Dziś, kiedy jestem już dużo starsza, doskonale to rozumiem. Rozumiem miłość jaka nią kierowała. Dziś mając swoją rodzinę, malutką, ale swoją – chcę dla niej jak najlepiej. Chcę czystych okien, chcę wypranego dywanu i czystych żaluzji!
Chcę tej świeżości i radości, jaka towarzyszyła nam przy przeprowadzce.

 

Nie rozumiem tylko jednego…
Kiedy ludzie decydują się na swój ślub – stają na rzęsach aby wszystko wypadło idealnie. Dobierają winietki pod zaproszenia, muchę Pana Młodego pod kolor dekoracji na stole, na poszukiwania idealnej sukni poświęcają całe miesiące… Kiedy ludzie decydują się na ślub, chcą, aby ten dzień był wyjątkowy, najbardziej wyjątkowy ze wszystkich dni! Dbają o każdy możliwy szczegół.
Skoro dostajemy świra na punkcie ślubu… – dlaczego drwimy z tak ogromnego święta, jakim jest Boże Narodzenie? Dlaczego poświęcanie roku na organizację wesela jest mniej śmieszne od przygotowań do Bożego Narodzenia?

Czy nasz ślub jest ważniejszy w celebracji od narodzin Jezusa?

 

 

 

Kiedy byłam dzieckiem odliczałam dni do Bożego Narodzenia. W kalendarzu przy każdym dniu pisałam liczbę dni pozostałych do Wigilii.
Z czasów, kiedy byłam dzieckiem, pamiętam moich rodziców, którzy prali firanki tuż przed Świętami, a później wspólnie zawieszali je na karniszu.

Z czasów, kiedy byłam dzieckiem pamiętam, że czas przygotowań do Świąt był przepełniony miłością i myślą o drugim człowieku.
Nie robiliśmy nic na pokaz, nie robiliśmy nic „dla Jezuska”. Wszystko co robiliśmy – robiliśmy z miłości. Każdy z nas okazywał miłość w inny sposób – ale nikt sobie z tego sposobu nie drwił.

 

Jeśli naprawdę chcecie przygotować się do Świąt… – odrzućcie wszystkie negatywne emocje. Przestańcie marszczyć czoło i wzdychać na myśl o tym, co Was czeka. Zamiast tego – spójrzcie na waszych bliskich łaskawszym okiem. Zastanówcie się za co cenicie tych ludzi, czego będzie Wam brakowało, kiedy ich zabraknie. Co możecie zrobić, aby chociaż w ten jeden dzień – ktoś odzyskał radość i poczuł się po prostu szczęśliwy.
Wykorzystajcie ten czas na przemyślenie tego, co zrobiliście źle, co Was poróżniło i… spróbujcie zacząć od nowa. Z czystą kartą.

To, co najbardziej pamiętam z dzieciństwa, z okresu przedświątecznego, to słowa mojej mamy, która zawsze wtedy mi powtarzała: Święta są takim szczególnym dniem w roku. Jeśli jest na świecie wojna, wszyscy zawieszają wtedy broń i świętują Boże Narodzenie. To jest czas, w którym przestajemy być dla siebie wrogami. Wszyscy się jednoczą świętując dobrą nowinę.

I takich przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia Wam życzę.
Róbcie to co podpowiada Wam serce, nawet, jeśli to będzie mycie okien.

 

A może okna są tylko taką przenośnią? Może myjemy okna, wpuszczamy przez nie trochę światła, czyścimy je z tego miejskiego kurzu i oślepiającej nas codzienności, ale tak naprawdę chodzi o to, aby choć raz w roku obmyć nasze serduszka z żalu jaki w nim nosimy? Z krzywd jakie nam wyrządzono? Może drwiąc skupiliśmy się na zapuszczonych oknach zamiast… skupić się na zapuszczonych sercach?

Miłość.
Zdecydowanie jej nie doceniamy.