Studiując technologię żywności byłam w przeogromnym szoku za każdym razem, kiedy poznawaliśmy coraz to nowsze substancje dodawane do żywności. Dowiadywałam się o szkodliwym działaniu konserwantów, a także o tym, że niektóre barwniki, które można dodać do żywności – mogą powodować wysypkę i nadpobudliwość, a ich obecność w produkcie musi być wyraźnie zaznaczona na opakowaniu.
Z perspektywy czasu muszę przyznać, że studiowałam w najlepszym możliwym momencie. Na przestrzeni tych kilku lat mogłam obserwować jak zmienia się świadomość ludzi względem bezpieczeństwa i jakości żywności, jak powstają coraz to nowsze aplikacje umożliwiające nam sprawdzenie, czy dana żywność jest “dobra” pod względem składu. I choć czasem łapię się za głowę czytając na forach niektóre wypowiedzi, koniec końców cieszę się, że ludzie z coraz większą świadomością wybierają produkty, które jedzą, a tym samym produkty – które wpływają na ich zdrowie.

A jak jest ze środkami higieny osobistej?

Czy środki higieny osobistej są toksyczne?

O ile składy żywności nie stanowią dla mnie większego problemu, choć nie powiem, nie pamiętam już wszystkich substancji dodawanych do żywności i ich właściwości, tak składy kosmetyków i środków higieny osobistej stanowią dla mnie wyzwanie. 

Mniej więcej rok temu zaczęłam interesować się składami kosmetyków: co się kryje pod tymi dziwnymi nazwami i jakie mają działanie na nasz organizm. Do dziś uśmiecham się do siebie na wspomnienie mojego zaskoczenia, kiedy dowiedziałam się, że “olej mineralny” w kosmetykach nie jest niczym dobrym, a zwykłą pochodną ropy naftowej! To był dla mnie tym większy szok, że przecież tak bardzo poleca się pudry mineralne, mamy wodę mineralną… W moim odczuciu słowo “mineralny” zawsze było pozytywnie nacechowane. 


Moja świadomość dotycząca kosmetyków rosła.
Powoli wiedziałam już jakich składników unikać, zaczęłam też coraz częściej sięgać po kosmetyki nietestowane na zwierzętach oraz te, które (podobnie jak w przypadku żywności) miały krótki skład. Z czasem zrozumiałam też, że zapach kosmetyku, wbrew temu co mówią reklamy i producenci, jest kompletnie nieistotny. Ten “zapach” to dodatkowa substancja, która może podrażnić moją cerę i uczulić ją. 

A co z podpaskami i tamponami? 

Zastanawialiście się kiedyś nad ich składem? Muszę przyznać, że większość mojego życia nie kierowałam się ani marką, a już tym bardziej nie składem podpaski. Patrzyłam tylko i wyłącznie na cenę. Wybierałam te, które były tanie, miały skrzydełka i nie były zbyt grube. Zresztą, na opakowaniu podpasek i tak nie jest napisane z czego są wykonane, więc porównywanie tutaj czegokolwiek (ze składu) nie miało dla mnie sensu. Jedynie zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że co jak co, ale te perfumowane podpaski na pewno nie mogą być dobre dla mojego ciała. I choć nie znałam składu podpasek, gdzieś tam podświadomie czułam, że ich noszenie nie jest tak całkiem dobre. W końcu jest tam dużo plastiku… 


Postanowiłam więc zagłębić i ten temat. Najpierw poczytałam trochę w google, z czego wykonane są podpaski. I wiecie co? Oczom nie wierzyłam! Znalazłam takie informacje jak:

bawełna – nieekologiczna, traktowana pestycydami i herbicydami
chlor – w celu wybielenia materiału dla otrzymania śnieżnobiałego koloru
mieszanka celulozy drzewnej – zwana syntetycznym jedwabiem, którą nasącza się ropą (olejem mineralnym) co w połączeniu daje związki o działaniu rakotwórczym (?!)
substancje zapachowe
barwniki
silikon
folia – tworząc warunki beztlenowe w bezpośrednim kontakcie z ciałem może powodować odparzenia oraz tworzyć warunki do rozmnażania się bakterii (m.in odpowiedzialnymi za nieprzyjemny zapach)

 

Co czułyście czytając taki skład podpasek i tamponów? 

Kiedy pierwszy raz przeczytałam te informacje, byłam bardzo zmieszana. Zastanawiałam się jak coś, co ma bezpośredni kontakt z naszym ciałem, z naszymi drogami rozrodczymi, może mieć taki skład?!
Nic dziwnego, że producenci nie piszą składu podpasek – pomyślałam. 

Ale z drugiej strony – jakie mamy inne wyjście? Nie kupować podpasek w ogóle? Nie kupować tamponów? To czego używać?! Ktoś by powiedział “są jeszcze kubeczki menstruacyjne”. To prawda, ale nie każdy jest psychicznie gotowy by ich używać. Kubeczki menstruacyjne mogą budzić obrzydzenie. Mimo wszystko o wielorazowych podpaskach nie chciałam nawet słyszeć.


Skoro na rynku nie ma innego rozwiązania – to co my, konsumenci, możemy zrobić? Jak możemy wpłynąć na marki, aby nie szkodziły naszemu zdrowiu?! 

 

Miesiące mijały, tak, dokładnie tak, miesiące mijały, a ja za każdym razem, kiedy sięgałam po kolejną podpaskę, czułam się źle. Sięgałam po nią i wiedziałam, czułam, że sama sobie szkodzę! Sięgałam po coś, co było z plastiku, co było chlorowane, co ma w sobie jakieś substancje chłonące wilgoć i nawet nie wiem co to za substancje.
Ale czy miałam jakieś wyjście? 

Tak! 

W końcu znalazłam w Internecie, o szaleństwo, polską markę tworzącą podpaski i tampony, które dbają o moje zdrowie – Your Kaya, higiena intymna dla świadomych kobiet.  

Ich podpaski, jak piszą, składają się z organicznej bawełny. Swoich podpasek nie bielą chlorem (dlatego mają lekko kremowy kolor), są dość porowate, w porównaniu do klasycznych podpasek, a to, co ma chronić przed przeciekaniem nie jest wykonane z plastiku, tylko z biopolimeru naturalnego pochodzenia. 

Tylko czy 17 zł za paczkę podpasek to nie jest za dużo? 

W sklepie jedna sztuka, jedna podpaska kosztuje 0,35 zł. Jedna podpaska Your Kaya – 1,70 zł…

Czy 1,70 zł to dużo za podpaskę? 

Walczyłam ze sobą.
W końcu to tylko podpaska. To tylko kawałek bawełny (ale niebielonej, ale organicznej, ale oddychającej, ale nieszkodzącej mojemu zdrowiu).

Każdego miesiąca w czasie okresu zużywam jedno opakowanie podpasek. Zastanawiałm się, czy okres jest wart tych 17 zł każdego miesiąca? Przecież teraz wydaję 4-5 zł. Ponad 10 zł różnicy na opakowaniu to dość sporo. 

Aż któregoś razu, kiedy znów dostałam okres, kiedy znów sięgnęłam po podpaskę ze sklepu, powiedziałam dość! Ooo nie, pomyślałam. Bardziej psychicznie boli mnie myśl, że sięgam po coś taniego co szkodzi mojemu zdrowiu. 

Dzisiaj, kiedy używam podpasek od Your Kaya – czuję się lepiej. Te 13 zł różnicy to jest cena jaką płacę za moje zdrowie, komfort psychiczny i fizyczny.

Trudno jest płacić za środki higieny osobistej więcej. Trudno jest przełamać się i płacić więcej za coś, o czego składzie nic nie wiemy. Media, producenci popularnych, tanich podpasek nie mówią nam z czego one są wykonane. Na jakiej podstawie więc mamy zdecydować, że ten droższy produkt będzie wart swojej ceny? Nawet koncerny kosmetyczne nie raz pokazały nam, że krem za 300 zł wcale nie musi być lepszy od tego za 30 zł. 

Ale skład kremu jesteśmy w stanie porównać.
Skład wędliny w sklepie też jesteśmy w stanie porównać i wybierzemy nie tą, która ma najniższą cenę, a tę, która ma najwięcej mięsa. 

Bycie świadomym konsumentem nie jest łatwe. Trudno wiedzieć co jest dla nas dobre, skoro nie mamy odpowiedniej wiedzy. Ale mamy intuicję. I to właśnie naszymi przeczuciami powinniśmy się kierować chcąc dbać o siebie i swoje zdrowie.

A dla Was wszystkich, które chcą zacząć swoją nową drogę z podpaskami i tamponami z organicznej bawełny – mam kod rabatowy na subskrypcję produktów (podpasek, tamponów i wkładek) od naszej polskiej marki Your Kaya

Wpiszcie kod wolnowolniej i otrzymacie 20% rabatu!  

 
Korzystając z subskrypcji wysyłka jest bezpłatna.
 

Ps. Kupując produkty Your Kaya wspieracie walkę z koronawirusem. Kaja (założycielka marki) przekazuje 10% wartości zamówienia na pomoc szpitalom