Czy jesteście w stanie powiedzieć, który dzień z Waszego życia był tym przełomowym?
Muszę przyznać, że pisząc ten post czuję dreszczyk niepokoju, radości i zaciekawienia. Z jednej strony żołądek kurczy mi się na myśl o tym, jakie tematy chciałabym poruszyć w tym poście, a z drugiej strony wiem, że wiele z Was może czuć podobnie, może czuć się równie źle jak ja.
Nie jest fajnie pisać o swoich porażkach.
Nie jest fajnie pisać o tym, co wprawiło nam w życiu ogromny ból, a już na pewno nie jest łatwo pisać o sytuacjach, w których zachowaliśmy się (bardzo) źle.

Ale gdyby nie przeszłość, gdyby nie te złe doświadczenia – może nigdy nie nauczyłabym się jak żyć wolniej…

Co sprawiło, że zaczęłam żyć wolniej

Pamiętam dzień, w którym jechałam z Tatą samochodem. Ach, pamiętam nawet gdzie wtedy staliśmy, na których światłach, której ulicy. Tata zaczął wtedy śmiać się z mojego kolegi. Nie pamiętam już czy śmiał się żeby mnie zdenerwować, czy tylko się ze mną drażnił, a może po prostu komentował jego (głupie) zachowanie.
Bez względu na co jaka przyświecała mojemu Tacie intencja – nasza rozmowa zakończyła się moim krzykiem i płaczem.
Nigdy nie tolerowałam niesprawiedliwości i krzywdzenia drugiej osoby. Zawsze stawałam w obronie słabszych – nawet wtedy, jeśli ta osoba miała się nigdy o tym nie dowiedzieć.

Pamiętam też inną scenę z mojego dzieciństwa.
Chodziliśmy wtedy z moim niepełnosprawnym, sparaliżowanym od pasa w dół, bratem do przedszkola, a może to była szkoła podstawowa? Brat leżał wtedy na podłodze w sali zabaw. Nagle, jakiś pełnosprawny dzieciak podbiegł do niego i zdjął mu spodnie, żeby wszyscy widzieli jego pampersa.
Myślicie, że to było straszne?
Nie.
Straszne było to, że nauczyciele nie zareagowali.
Straszne było to, że mój brat, który nic nie mógł zrobić, który był bezbronny, płakał. Nie rozumiał. Cierpiał. Ośmieszono go…
A ja stawałam w jego obronie.


Kiedy myślę o czasach dziecięcych, nie wspominam tych lat dobrze. Te beztroskie lata dały mi na tyle w kość, tak bardzo wymęczyły mnie psychicznie i tak ogromną ilość energii mnie kosztowały, że dziś – stronię od wysokich dźwięków.
Uciekam od awantur i kłóci – a raczej – od osób je wywołujących.

Staram się omijać szerokim łukiem osoby toksyczne. Stawiam grubą, wielgachną, wyraźną krechę, jakbym długopisem chciała zamazać słowo, aby nikt go nie odczytał, między wspólną przeszłością, wspomnieniami, między tym co nas łączyło i odcinam się od ludzi, którzy podnoszą mi ciśnienie, sprawiają, że w klatce piersiowej pojawia się niemiłe mrowienie na sam ich widok – choćby tym widokiem była tylko wyskakująca ikonka komunikatora.
Bez emocji, bez krzty wyrzutów sumienia, najbardziej jałowo jak tylko się da – beznamiętnie odcinam się od ludzi, którzy czerpią radość z utrudniania życia innym, którzy kierują się zupełnie innymi wartościami niż ja.

Kiedy myślę o osobach mi bliskich, o ludziach, których uwielbiam, z którymi jestem w stanie przegadać całą noc, zdaję sobie sprawę, że niewiele wiem o tych osobach. Nie wiem czy mają prawo jazdy ani jakim samochodem jeżdżą, bo zazwyczaj spotykamy się gdzieś na mieście. Nie zawsze wiem też jak i gdzie mieszkają. Jaki jest ich status społeczny, czy są bogaci czy przeciętni… – nie wiem. Niewiele z takich rzeczy wiem o osobach, z którymi otwieramy się na siebie odkrywając nasze tajemnice, rozmawiamy o problemach, z którymi nie do końca potrafimy się zmierzyć.
Niewiele z tych rzeczy o nich wiem, bo te – nie są dla mnie (dla nas) istotne.
Tym mi nie zaimponujesz.

Cisza.
Spokój.
Myśli wolne od negatywnych emocji.

Szczęście.

Żyć wolniej oznacza, że żyjemy w zgodzie ze swoimi potrzebami. Nasze dobro i poczucie szczęścia przekładamy nad opinię innych.
Żyć wolniej oznacza, że nie mamy potrzeby rywalizowania z innymi na szczęście, na to kto ma lepiej.

Więc jeśli chcesz mi zaimponować – bądź szczęśliwy sam dla siebie.
Nie próbuj tłumaczyć mi, że jesteś ode mnie lepszy, kiedy tak bardzo nasze wartości różnią się od siebie.

Jeśli chcesz mi coś udowodnić, ja bez żalu odwrócę się od ciebie i pójdę w swoją stronę. Bo ja nie jestem plasterkiem na brak czyjegoś szczęścia, poczucie niskiej wartości czy rozgrzanych ze złości myśli.

Czy każdy w dzisiejszych czasach każdy może żyć wolniej?
Tak, pewnie, jak najbardziej tak – o ile przestanie walczyć o uznanie w oczach innych.

Czy to nie jest najwyższa forma szczęścia?
Być szczęśliwym bez względu na opinię innych?

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS?

SKOMENTUJ GO I UDOSTĘPNIJ
pokaż innym co jest dla Ciebie ważne