Czego dowiedzieliśmy się o sobie w te wakacje

Och, znacie to uczucie, prawda? To, które towarzyszy Wam na dwa tygodnie przed długo wyczekiwanym urlopem. Budzisz się każdego ranka z myślą, że jeszcze tylko ten tydzień i następny i urlop. Jeszcze tylko tydzień i urlop. Jeszcze oby przetrwać tych kilka dni. Te trzy dni. Piątek… .

Urlop jest dla mnie czymś magicznym. To nie tak, że cieszę się, bo nie muszę chodzić do pracy. Uwielbiam swoją pracę! Ale w czasie urlopu nie nastawiam budzika. Nie myślę o tym co muszę zrobić. Nie czekam na żadne wyniki.

Urlop jest dla mnie czymś magicznym. Jest czasem, w którym możemy być sobą.

Czego dowiedzieliśmy się o sobie w te wakacje

Choć nasz urlop trwał tylko dwa tygodnie – odwiedziliśmy cztery i pół miejsca. To była jak z zamkniętymi oczami podróż palcem po mapie, jak na chybił-trafił wybrane miejsce – choć tak naprawdę było zaplanowane już dwa tygodnie wcześniej.
Ale każde z tych miejsc, choć są tak znane, choć wybór ich był tak oczywisty – pozwoliły nam odkryć siebie.

 

Zabrze

Pierwszy raz od dwóch lat pojechaliśmy do Zabrza bez naszego psa. Mogliśmy spacerować Zabrzańskimi uliczkami bez słuchania szczekania sąsiedzkich psów. Bo w Zabrzu – w każdym domu jest przynajmniej jeden pies. I kiedy przechadzasz się osiedlowymi uliczkami – wszystkie psy, niczym nadmorska fala, dają głos – jeden po drugim, aż nie wyjdziesz z osiedla.

Będąc pierwszy raz bez psa – postanowiliśmy spacerować. Przemierzać wszystkie ulice wzdłuż i wszerz pieszo. I jak nigdy, jak naprawdę nigdy w życiu – przemokliśmy do suchej nitki. Co kilka kroków łapał nas okropny deszcz. Jednak słońce było tak silne, że nim spadła następna krótka acz silna ulewa – zdążyliśmy już wyschnąć.

Sandałki – to nie są idealne buty na deszcz… .

Spacerowaliśmy.
Jak wtedy, kiedy mieliśmy po naście lat, kiedy nie mieliśmy prawa jazdy.
Wspominaliśmy.
Wspominaliśmy stare rozmowy, stare anegdoty, stare zachowania. Miejsca, w których lepiliśmy bałwana.

Czy wiecie, że Zabrzańskie parki mają więcej kolorowych kwiatów niż Warszawskie? W Warszawie parki są zielone. W Zabrzu – kolorowe.

Idziemy w prawo czy w lewo? – To było nasze najczęstsze pytanie.

 

Wrocław

Zobaczenie Wrocławia było naszym marzeniem już od dawna. Choć nigdy wcześniej tam nie byliśmy – czuliśmy jakąś dziwną dziwną magię związaną z tym miejscem. Mówi się, że Wrocław to miasto zakochanych. Miasto baśniowych krasnali. Czy mogliśmy przeżyć ten czas, nasze pierwsze wakacje od lat, w bardziej magicznym miejscu?
Postanowiliśmy wykorzystać ten czas tak bardzo jak tyko się da. To był czas nieprzyzwoitej rozpusty. Czas, w którym mogliśmy poczuć się jak nastolatkowie.
Spaliśmy w hotelu z niesamowitą historią i cudownym wystrojem.
Spotkaliśmy się z cudownymi ludźmi, którzy pokazali nam miasto od strony codzienności. Dzięki temu – czuliśmy się jakbyśmy byli częścią tego miasta. Jakbyśmy przechadzali się tymi uliczkami od lat.

Czy wiecie jak dawno nie byliśmy już w kinie nocą?
I ta pierwsza przejażdżka hulajnogą w życiu… .

– Jak mnie dogonisz to za ciebie wyjdę! – krzyczałam do mojego męża.

Dogonił mnie.

 

Gdynia

Morze było przez nas na wiele lat zapomniane. Na nowo odkryliśmy je, kiedy zaczęliśmy jeździć do Gdyni na konferencje. To wtedy, będąc w nadmorskim mieście czuliśmy, że nie możemy odmówić sobie przyjemności przejścia się po plaży czy pomoczenia nóg w wodzie.

I choć czasem w pierwszy dzień wakacji nad morzem możemy usłyszeć żarcik “zobaczyłem morze – możemy wracać”, my nad tym morzem spędziliśmy niewiele czasu.
W tym roku, a może nawet pierwszy raz w życiu, postawiliśmy poznać miasto od innej strony – tej kulinarnej. I tak wybraliśmy się na wędrówkę z Gdyni do Sopotu – przez las, plażę i górskie szlaki… – a wszystko po to aby zjeść przepyszny obiad w PROSTY TEMAT i przysnąć na sopockim molo.

I choć po raz kolejny przekonałam się, że sandałki nie są najlepszym obuwiem do leśnych wędrówek – odkryliśmy coś jeszcze innego. Odkryliśmy, że nie zawsze trzeba trzymać się za ręce aby móc na siebie liczyć.
Nie musimy trzymać się za ręce aby czuć się bezpiecznie.
Nie musimy trzymać tępa aby do czegoś dojść.
Przystanki na beztroskę i przystanki na żarty.

I wspomnienia – one też są bardzo ważne.

 

Wieś

W tym roku urlop na wsi minął nam zupełnie inaczej niż się tego spodziewaliśmy i wcale nie minął lepiej. To było coś w stylu “chcesz rozśmieszyć Boga – powiedz mu o swoich planach”.

W czasie tego urlopu na wsi przekonaliśmy się, że plan działania trzeba mieć zawsze. I nic tak nie marnuje dnia jak “nie mam nic w planach”. Nic tak nie marnuje dnia jak ucieczka w książkę, odpoczynek i relaks.

W czasie tego urlopu na wsi przekonaliśmy się, że związek nie jest jak drużyna. My nie gramy do jednej bramki wroga i nie gramy po to, aby coś pokonać. Nie jesteśmy ze sobą po to, aby osiągnąć jakiś cel.

Związek nie jest dwuosobową drużyną – związek jest partnerstwem.
I nie ma tu miejsca na żadne emocje związane z rywalizacją.
My dbamy o siebie – a nie szkolimy pod nasz plan, naszą taktykę, nasz zamysł.

I zrozumieliśmy coś jeszcze: jeśli znajdziesz w swoim życiu takie miejsce, taki kawałek podłogi, w którym będziesz czuć, że jesteś naprawdę szczęśliwa, że czujesz się bezpiecznie… – zrób wszystko, aby ta bańka nigdy nie pękła.
Nie ma nic gorszego od straty.

Dom

Kiedy planujemy czasy wolny, zawsze staramy się zostawić kilka dni urlopu na leniwy pobyt w domu. Nie na darmo mówi się, że nie ma innego miejsca jak dom.
To jednak tu wracamy każdego dnia po pracy, to tu odpoczywamy na co dzień. To tu jest nasze miejsce.
I musimy “uczynić wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe”.

W te wakacje przekonaliśmy się jak tęsknota potrafi być uciążliwa i jak bardzo człowiek jest w stanie ją zagłuszać.
Przekonaliśmy się, że jeśli zapraszasz kogoś do swojego domu, do swojej codzienności – powinieneś też być w stanie zaprosić go do swoich tajemnic.
W swoim domu, wśród gości, których zapraszasz – musisz czuć się bezpiecznie.
Dom jest tym miejscem, w których nie możesz się bać.
A przede wszystkim – dom jest tym miejscem, w którym nie możesz wstydzić się siebie. Ani tego co się wydarzy… .

 

 

Choć te wakacje to były tylko dwa tygodnie – widzę, jak wiele się u nas zmieniło.
I chyba pierwszy raz w życiu ciekawa jestem jak będzie wyglądała nasza przyszłość.
Najważniejsze, że w naszym domu znów pojawiły się kwiaty.

(Visited 3 times, 1 visits today)