Co byś zrobiła na moim miejscu?

Czasem, jak dziś, gdy pogoda za oknem jak pod psem, gdy od powrotu do domu nieustannie deszcz uderza o szyby mam ochotę porozmawiać. Zgasić światło, zapalić tylko lampkę – nastrój zrobić. Wyłączyć telewizor i włączyć muzykę – ale cicho, tak tylko w tle, żeby nie zagłuszała naszych słów. W taki wieczór jak dziś mam ochotę nakryć się kocem, oprzeć ramieniem o brzeg kanapy i otworzyć butelkę czerwonego wina. Przy czerwonym rozmawia się najlepiej.
Gdyby minęła już godzina, gdybyśmy byli po rozmowie o rzeczach nieistotnych, chciałabym zapytać o coś.

Co byś zrobiła na moim miejscu?

Co byś zrobiła na moim miejscu?

Ostatnimi czasy działo się u nas dużo stresujących rzeczy. W ciągu jednego, może dwóch miesięcy aż trzy razy wylądowałam na SORze. A i w grudniu jeszcze nas czeka – najtrudniejsza wizyta w szpitalu.

Ostatnio, inaczej niż zwykle spędzamy też wolny czas. Więcej spacerujemy, więcej siedzimy koło siebie choćbyśmy o niczym nie rozmawiali. Dużo tańczymy. Tak powolutku, w domu, miedzy kuchnią a salonem bo tylko tam jest miejsce. Załatwiamy też kilka ważnych spraw. Nasz związek zmienia się. Zmienia się szybciej niż dotąd zielony od lata liść zdąży zmieszać się z jesiennym deszczem na trawie. Zaliczamy wszystkie pory roku naszego związku.

Uśmiecham się gdy słyszę rady by korzystać z życia, bo przecież pierwsza miłość nie bywa ostatnią. Przecież kiedy wszystko się już o sobie wie, wkrótce skończy się spijanie miodu z dziobków. Uśmiecham się bo my wciąż odkrywamy się na nowo. Zmieniamy się, doświadczamy. Stajemy się dorośli i odpowiedzialni w obliczu nowej sytuacji. Od jedenastu lat.

 

Któregoś razu wracałam z pracy do domu. Przede mną jechał samochód zahaczając raz o prawy, raz o lewy bok jezdni. Balansował między wpadnięciem do rowu a pod samochód z naprzeciwka. Wolno jechaliśmy. Samochód wpadł do rowu. Nie zatrzymałam się.
Mijając go widziałam, że trzyma w ręce telefon. Ech, smsował. – pomyślałam.

 

Bardzo często słyszy się, że należy się zatrzymać i udzielić pomocy. Że to mój obowiązek, tym bardziej jako kierowcy. Ale ja nie byłam w stanie się zatrzymać. Nie byłam w stanie zdjąć ręki z kierownicy by zmienić bieg. Jedyne co mogłam to mocno trzymać kierownicę i spoglądać w lusterko. Ktoś się zatrzymał.

 

Nie lubię słuchać rad „ja na twoim miejscu”. Tym bardziej ich nie lubię, gdy są bez większego kontekstu. Na podstawie kilku słów człowiek zostaje zgnieciony w kulkę jak kartka papieru z głupim pomysłem, bo mógł się zachować inaczej. Bo ktoś zachowałby się inaczej. Bo ktoś to na kopach by drania z domu wyrzucił. Bo ktoś podszedłby i zdzielił tą gówniarę co pali z drugą mądrą przy bezbronnym dziecku. Bo ktoś to by zapamiętał gdzie raki zimują i ktoś na pewno by się zatrzymał. Znieczulica. Ludzie pędzą a innych w nosie mają – dodadzą.

Kiedy proszę o radę nie chcę słuchać co byś zrobiła na moim miejscu, bo na nim nie jesteś. Nie jesteś mną. Nie chodzisz w moich butach. Nie myślisz o tym co ja. Nie martwią nas te same rzeczy, choć z tych samych możemy się śmiać.
Kiedy proszę o radę – nie proszę o ocenę. Proszę o wskazówkę. O pomoc w rozwiązaniu problemu. O kilka pytań, które może nakierują mnie na właściwy trop i kilka głośno rzuconych myśli tak niby do siebie, niby do mnie, niby w przestrzeń. Kiedy proszę o radę chcę mieć o czym myśleć gdy skończymy rozmawiać. Kiedy skończy się wino, deszcz przestanie padać a ja zamienię koc na kołdrę, kanapę na łóżko.

Kiedy proszę o radę, kiedy ni z gruszki ni pietruszki zadaję pytanie – nie chcę się tłumaczyć. Jest mi i tak już ciężko.
Gdybyś była na moim miejscu – ale nie jesteś. Decyzja musi być moja.

podobał Ci się ten post?

skomentuj go i puść dalej w świat!

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Trzydzieści dni to dużo czy mało? Za każdym razem, kiedy przychodzi koniec miesiąca, kiedy piszę podsumowanie śmieję się z absurdu miesiąca. Trzydzieści dni - przecież to tak niewiele, tak mało. Jeden miesiąc. Jeden miesiąc, kiedy Ty żyjesz już tych miesięcy kilka....

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Dwa lata temu, moja mama pierwszy raz dała mi kilka doniczek z pomidorkami koktajlowymi. Powiedziała mi wtedy: jak się przyjmą, to będziesz miała pomidorki, a jak się nie przyjmą - to wyrzucisz, co ci szkodzi wziąć? Uśmiałam się, ale moja mama ma właśnie takie...

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu? Zdarzyło Wam się kiedyś wyjść z siebie, wpaść w złość, furię, bo miałyście dość udawania? Dość spełniania oczekiwań, grania roli w jaką wpadłyście? Roli, którą same stworzyłyście?  Czy bycie sobą, życie po swojemu możemy nazwać...

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień