Brushlettering – sposób na wyciszenie się po pracy

Kiedy byłam młodsza, uwielbiałam bajkę Świat według Ludwiczka. Właściwie, mając te niespełna 30 lat dalej ją uwielbiam! I w tej bajce był taki odcinek, w którym Ludwiczek zapytał swojego tatę:
– Tato, jak poznajesz, że czas na fajrant?
– Cóż, kiedy moje stopy nie chcą się odkleić od podłogi, kręgosłup przyrasta mi do pleców, a w głowie huczy mi jakby grał big band White’a Boysiego…
– Wtedy jest fajrant?
– Nie, to znaczy, że jest dopiero połowa dniówki.

Znacie to uczucie?
Ja je doskonale znam!
Kiedy jestem na etacie, są takie dni, że (jak to mówi moja Mama) czacha dymi mi niemiłosiernie i jedyne o czym marzę to… – dom. Cisza, spokój, nieistnienie dla świata.

I wiecie co? To wcale nie jest takie proste…

Brushlettering – sposób na wyciszenie się po pracy

Wiecie czym jest brushlettering? Jest to pewnego rodzaju kaligrafia, ale nie tyle uczymy się w nim ładnego pisania, co pisania jakbyśmy używali grubego pędzelka. Nasze pismo, według tego jak porusza się nasza dłoń, idąc ku dołowi jest grube, a ku górze – cienkie. W brushletteringu chodzi jednak o coś więcej niż tylko cienko-grubo. Chodzi też o estetykę. Estetykę i pewnego rodzaju magię…

Zawsze podobało mi się takie „komputerowe” a jednak bajkowe pismo. Pamiętam, że jak byłam dzieckiem, to rodzice zawsze w taki nietypowy sposób podpisywali nam (mi i bratu) prezenty. Nie wiem czy tak było naprawdę, czy może po prostu uważałam ich pismo za wyjątkowe, ale w mojej pamięci te prezenty były zawsze przepięknie podpisane!
W ogóle moi rodzice mają bardzo ładne, choć nietypowe pismo.

I gdzieś tam z tyłu głowy właśnie to mi rozbrzmiewało – piękny, nietypowy charakter pisma. Dbanie o linie, o łączenia.
Ze zdumieniem obserwowałam jak w zależności od nastroju moje pismo jest różne, jak się zmienia. Co dla mnie ciekawe – pismo moich rodziców jest zawsze takie same!

I w momencie jak pisałam te słowa, mój pies, Lupo, dał znać, że chce wyjść na spacer.
I kiedy tak stałyśmy na opuszczonej parceli, kiedy Lupo wąchała suche liście i gałęzie, pozostałości jeszcze po zimie, zdałam sobie sprawę, że brush lettering jest dla mnie jak spacer z naszym psem.
Kiedy jestem z Lupo na spacerze – jestem tylko ja i ona.
Lupo jest w swoim świecie, pochłonięta tymi wszystkimi zapachami, a ja? A ja jestem sama. Sama ze sobą.
Rozmyślam sobie i wszystkim i o niczym, o tym co się dziś wydarzyło i mogło zdarzyć.
I czasem łapię się na tym, że moje myśli zapętlają się, biegną w złym kierunku. Zatracam się w tych moich myślach i tracę nad nimi kontrolę. W brush letteringu – jestem w stanie pokazać chwile zagubienia. Wtedy moje litery nie oddaja pierwowzoru, nie są tak dokładne, tak precyzyjne. Są bo są, jakbym zamiast relaksować się – pracowała na akord, jakby liczyło się to ile tych literek napiszę. A przecież – nie ilość jest tu ważna. Nie o to tu chodzi. I wtedy zdaję sobie sprawę, tak jakbym budziła się z jakiegoś letargu, i znów staję się uważna. Znów zaczynam pisać wolniej, dokładniej, precyzyjniej. Znów skupiam się na tym co w tym momencie jest ważne.

https://wolnowolniej.pl/wp-content/uploads/2020/03/InShot_20200316_161335717-1.mp4

I wiecie, kiedy tak sobie myślę o tym wszystkim, uśmiecham się ze zdumienia. 
Bo dopiero brush lettering uświadomił mi jak wygląda moja codzienność o pracy. 
Tak, staram się wyciszyć. Staram się żyć wolniej, skupiać na tym co sprawia mi przyjemność i daje odprężenie. Ale tych osiem godzin na etacie jednak sprawia, że i po pracy – pędzę. Nieświadomie staram się zrobić jak najszybciej, jak najwięcej, bo przecież praca musi być zrobiona. Bo przecież przez ostatnie osiem godzin żyłam zadaniowo.

 

Więc jeśli szukacie czegoś, co nauczy Was żyć wolniej, nauczy Was uważności, pozwoli Wam zapanować nad myślami – polecam Wam naukę pisania – sztukę widzenia tępa własnych myśli.

A jeśli szukacie dla siebie kursu brushletteringu – polecam Wam moją koleżankę Wiolę, znaną w internecie jako poprawna optymistka. To co ona potrafi stworzyć – to jest po prostu magia na papierze…

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS?

SKOMENTUJ GO I UDOSTĘPNIJ
pokaż innym co jest dla Ciebie ważne

podobał Ci się ten post?

skomentuj go i puść dalej w świat!

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Trzydzieści dni to dużo czy mało? Za każdym razem, kiedy przychodzi koniec miesiąca, kiedy piszę podsumowanie śmieję się z absurdu miesiąca. Trzydzieści dni - przecież to tak niewiele, tak mało. Jeden miesiąc. Jeden miesiąc, kiedy Ty żyjesz już tych miesięcy kilka....

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Dwa lata temu, moja mama pierwszy raz dała mi kilka doniczek z pomidorkami koktajlowymi. Powiedziała mi wtedy: jak się przyjmą, to będziesz miała pomidorki, a jak się nie przyjmą - to wyrzucisz, co ci szkodzi wziąć? Uśmiałam się, ale moja mama ma właśnie takie...

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu? Zdarzyło Wam się kiedyś wyjść z siebie, wpaść w złość, furię, bo miałyście dość udawania? Dość spełniania oczekiwań, grania roli w jaką wpadłyście? Roli, którą same stworzyłyście?  Czy bycie sobą, życie po swojemu możemy nazwać...

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień