Jak fanatyzm niszczy pasje – jak zniechęcić do swojej pasji

Za każdym razem gdy widzę wywyższanie się w Internecie, na forach społecznych, to cieszę się, że mam swój dom, wiecie? Za każdym razem gdy zamykam komputer (bo już czytać tych pierdół nie mogę) cieszę się z mojego życia. Z tego jakiego mam męża, kim on jest, kim my jesteśmy. Cieszę się, że nie jesteśmy krowami, a nasze noski mają ładny kształt.

Jak fanatyzm niszczy pasje

Zastanawialiście się kiedyś jak bardzo facebook zmienił Wasze poglądy, pasje, zainteresowania? W moim przypadku, dzięki facebookowi znalazłam mnóstwo grup, blogów o przeogromnie różnej tematyce i każda z tych tematyk rozwinęła mnie!
Zafascynowała mnie na przykład poprawna polszczyzna. Choć nie siedzę dzień i noc ze słownikiem, i nie uczę się na nowo odmian rzeczowników przez przypadki, to dzięki tej grupie wiem, że nie mówi się „dziś jest piąty maj” tylko „dziś jest piąty (dzień) maja”.

Grupy o tematyce zero waste utwierdziły mnie w przekonaniu, że naprawdę nie potrzebuję pakować każdego owocu, warzywa w oddzielną siateczkę. Mogę wrzucić wszystko do czapki, jednej reklamówki, jedej torby, którą zawsze mam przy sobie i zwyczajnie dać pani przy kasie do zważenia.
Świat stanie się dzięki temu piękniejszy, bo ja, jeden klient, który robi zakupy kilka razy w tygodniu przyczyni się do niezmanowania, niewyrzucenia kilku foliowych, jednorazowych siateczek.
Nie wiem jak u Was, ale u mnie na przykład banan rozrywa taką siateczkę, przez co nawet nie użyję jej ponownie w domu.

 

Wszystkie grupy na których byłam, grupy o religii, o języku polskim, o zero waste, o psychologii i nauce uświadomiły mi jedną rzecz – czas się wypisać z tych grup!

 

W każdej grupie była rzesza fanatyków; ludzi, którzy nie mieli kierunkowego wykształcenia, kompleksowej wiedzy, ale dłużej tkwili w pasji.

Ostatnio właśnie na jednej z grup zero waste pojawił się temat automatów, które świeżo wyciskają sok do sklepowej butelki. Butelki miały już naklejoną cenę. Ogólnie pomysł był fajny – można raz wziąć butelkę i napełniać ją kilka razy. Jest to zdecydowanie dużo lepsze rozwiązanie niż kupowanie za każdym razem nowego soku w nowym opakowaniu.

Jednakże mnie zastanowiła inna rzecz – jak często czyszczone są takie automaty? Raz dziennie? Raz na dwa dni? Trzy? Przecież w sklepach na stoiskach z owocami zawsze jest ciepło. Słodki, wilgotny miąższ, wysoka temperatura – to idealne warunki do rozwoju bakterii i pleśni, której my nie widzimy! Zapytałam więc grupowiczki czy korzystając z takiego rozwiązania nie boją się?
I wiecie co? Fala kpiny popłynęła! „A bo w Holandii codziennie myją na oczach klientów takie automaty. A co boisz się, że umrzesz od tych bakterii? Od pleśni? Bo „rzekomo” nie myją?” 

Wiecie, podoba mi się idea zero waste. Podoba mi się to, że są grupy zrzeszające ludzi o jednakowych zainteresowaniach, pasjach, którzy dzielą się pomysłami i rozwiązaniami. Tylko żałuję, że wielu ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z daną pasją – szybko tracą zapał przez takich fanatyków, których nie można o nic zapytać, bo zaraz się wywyższają, wiedzą lepiej, ironizują, kpią, wyśmiewają – ale nie uczą! Nie edukują!

 

Ok, zero waste jest fajne – ale czy ważniejsze od zdrowia?
Czy zawsze mamy ślepo wierzyć, że każda firma przestrzega procedur?

Kiedyś, tuż po studiach miałam epizod w firmie audytującej hipermarkety. Firma miała procedury – jak każda. Ale myślicie, że pracownicy ich przestrzegali? Nie.

Któregoś razu zapytałam panią w  hipermarkecie jak często myją pojemniki z suszonymi owocami i orzechami. Pani nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Raczej nie myjemy – odpowiedziała. Dorzucamy tylko. 

Wiecie, że z mikrobiologicznego punktu widzenia, „najgorsze” jest właśnie kupowanie w takich centrach handlowych suszonych owoców na wagę? Albo kajzerek, które są tak luzem, bez osłonki żadnej?
Wszyscy klienci mogą wymacać te produkty brudnymi rękami, kichać przy nich i opluć mówiąc. Czy to nie jest ohydne? O ile jabłko umyjemy przed zjedzeniem, tak pieczywa czy suszonych owoców nikt nie myje… .

I tak despacito, krok po kroczku, najdelikatniej zaczęłam wypisywać się z różnych grup na rzecz googli. Wiecie, zdecydowanie bardziej wolę zapytać google co myśli, jaki ma pomysł, co radzi – niż słuchać kpin fanatyków.

 

Mój tata zawsze powtarza, że tylko krowa nie zmienia zdania. Nie można zakładać, że tylko ja mam rację, a wszyscy się mylą. Nic nie jest czarne lub tylko białe. Musimy pytać, słuchać, myśleć i wyciągać wnioski. 
W tych wszystkich grupach zrzeszających fanatyków właśnie tego mi brakuje – zdrowego rozsądku, samodzielnego myślenia, umiejętności dyskutowania i szacunku.

 

Hej! Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi bardzo, bardzo miło jeśli

udostępnisz go na facebooku i skomentujesz.

To cudowne móc poznać Twoje zdanie, wymienić myśli. Tak tworzy się więź… 

Do usłyszenia wkrótce
Asia Maj Dubińska

Czego się nauczyłam dzieląc codzienność na miasto i wieś

Czego się nauczyłam dzieląc codzienność na miasto i wieś

Kiedy byłam dzieckiem, nie bardzo lubiłam jeździć na wieś. Choć rodzice potrafili znaleźć sobie zajęcie, odnajdywali radość w pieleniu i sadzeniu, w chodzeniu na długie spacery i w siedzeniu nad wodą wypatrując bobrów, ja nudziłam się tam...

Kubeczek menstruacyjny – wygoda odbierająca kobiecość?

Kubeczek menstruacyjny – wygoda odbierająca kobiecość?

Dwa lata - tyle czasu potrzebowałam, aby dojrzeć do kubeczka menstruacyjnego. Jeszcze pisząc w zeszłym roku ebook Oszczędzaj dzięki uważności i życiu wolniej, z dość dużą dozą niepewności wspominałam o kubeczku, zastanawiając się, czy ten temat nie jest zbyt intymny,...

Czyjeś cudowne życie kontra… – Twoje

Czyjeś cudowne życie kontra… – Twoje

Zazwyczaj pisząc post, staram się pokazać Wam ten konkretny temat, problem, zagadnienie, na konkretnym przykładzie. Dane zdarzenie tak bardzo mnie dotknęło, na tyle wywołało we mnie refleksję, że ten konkretny przypadek w swoich postach chcę omówić. Ale dziś...

2 komentarze

  1. Pomysł na ślub

    Niestety w tym, co piszesz o grupach na fejsie jest dużo prawdy… Należąc do kilku od dłuższego czasu nie mogę wyjść z szoku jacy ludzie potrafią być dla siebie okropni. Niby jesteś w tej grupie by, tak jak piszesz, rozwijać się, poszerzyć wiedzą itp., ale ja czasem łapię się na tym, że aż strach tam o coś zapytać!

    Odpowiedz
    • Asia NaSwoim

      Mam dokładnie to samo! Czasem wystarczy że zapytasz, tak zwyczajnie „ale czemu/dlaczego?” i zamiast uzyskać odpowiedź – bo zwyczajnie NIE WIESZ – fala epitetów. Bo jak możesz nie wiedzieć, to takie logiczne, podstawowe, a w ogóle kto wpuścił tu „świeżaka” i ludzi co nie mają o tym pojęcia.

      Odpowiedz

A Ty, co o tym myślisz?

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień